Bardzo rzadko zdarza mi się robić bezy, tak samo jak rzadko je jadam. Ale tym razem nie mogłam się oprzeć :) Ostatnie w tym roku fiołki wrzuciłam do słodkiej, ubitej piany z białek, które zostały w zamrażalce po świątecznych wypiekach. Bo skoro kandyzowane fiołki suszone są w podobnej białkowej pianie (trochę mniej ubitej) z dodatkiem cukru i smakują świetnie, bezy też nie mogły się nie udać. I powiem Wam, że wyszły lepsze niż się tego spodziewałam :) Beza jak to beza - słodka, chrupiąca i rozpływająca się w ustach, ale kiedy doda się do niej świeżych fiołków, które wraz z pianą wysuszą się w piecu i skruszeją, a przy okazji napełnią ciastko swoim słodkim fiołkowym zapachem, staje się ona wyjątkowa. Wyjątkowa również dlatego, że można się nią delektować tylko raz w roku. Jaka szkoda, że fiołki przekwitają tak szybko...
Bezy z fiołkami:
3-4 białka,
1,5 szklanki cukru pudru,
kilka kropel soku z cytryny,
garść świeżych kwiatów fiołka,
Białka ubijać, aż powstaną na pianie sztywne wierzchołki. Stopniowo dodawać cukier puder, ciągle ubijając. Na końcu dodać sok z cytryny i ostatnią porcję cukru. Dodać fiołki i wymieszać delikatnie szpatułką. Pianę nakładać łyżką lub wyciskać szprycką na blachę wyłożoną pergaminem. Włożyć do piekarnika rozgrzanego do 110 stopni i suszyć około godziny. Po wyłączeniu pieca uchylić drzwiczki i zostawić bezy do całkowitego wystudzenia.